Powrót do Mechowa

Pięć lat temu kupiłem zrujnowane gospodarstwo na wsi i opuściłem Warszawę. Powoli zmieniałem gospodarstwo i tworzyłem pasiekę. Dwa lata temu nowotwór przewrócił do góry nogami moje plany. W zeszłym roku mieszkałem tu tylko kilka miesięcy (patrz zdjęcie). Kilkunastoulowa pasieka w dwa lata zmieniła się w trzy zaniedbane ule, dwie kolejne zimy spędziłem w Katowicach nie mając ani zdrowia, ani pieniędzy aby przeżyć je na wsi. Teraz robię kolejne podejście do mojej wsi. Po kilkumiesięcznej nieobecności wracam do Mechowa. Nie wiem czy wytrwam, czy uda się osadzić tu na stałe.
Nie było mnie w Mechowie trzy i pół miesiąca. Gospodarstwo znajduje się na lekkim odludziu, więc po takim czasie można spodziewać się wszystkiego.

Tuż po moim wyjeździe na strych wpadły kuny. Zjadły czerw z ubiegłorocznych gniazd os i pobawiły się moim systemem alarmowym, który nie był przed nimi zabezpieczony. W sumie nie zrobiły zbyt dużych zniszczeń, ale odłączyły zasilanie od centrali sterującej alarmem i od domowego systemu odstraszania myszy.
Skoro mysi odstraszacz nie działał, to pojawiły się myszy. Tym razem dostały się tylko do kilku pomieszczeń. Nie zrobiły wielkich strat – próbowały przegryźć skrzynię amunicyjną na strychu w której znajdowały się artykuły żywnościowe, ale im się nie udało.
Myszy wyprowadziły się szybko, ponieważ pojawiły się szczury. Jakimś cudem wygryzły jedną dziurę pod progiem (pozdrawiam solidnych montażystów z Gryfic i ich zamiłowanie do pianki montażowej) i drugą wzdłuż rury wprowadzającej wodę do mieszkania. Opanowały tylko jedno pomieszczenie, w którym nie było nic interesującego, ale demolkę zrobiły niesamowitą, zanim się wyniosły (były to najprawdopodobniej szczury wędrowne). Najgorszą szkodę wyrządziła jednak dziura przy rurze wodociągowej. Przez nią wtargnął mróz (a mrozy w tym roku na Pomorzu Zachodnim były siarczyste – w tej chwili gleba zamarznięta jest na głębokość 70 cm), więc woda w rurze i wodomierzu zamarzła definitywnie (dalej był mój rezerwowy zawór, za którym nie było już wody – w samym zaworze jednak woda również zamarzła. W efekcie, kiedy ogrzałem dom i lód się rozmroził, licznik wody rozsypał się w drobny mak i trysnęła z niego woda. Szczęśliwie mam wiekowy zawór przed licznikiem i udało mi się wodę odciąć. Rozerwało również mój drugi zawór i część rury przy zaworze. W sumie licznik już dzisiaj został wymieniony, a resztę kupiłem, i jutro, kiedy odbiorę przesyłkę, naprawię sieć wodociągową. W sumie niewielka strata finansowa, ale duży kłopot i sporo pracy.
Jeśli chodzi o dzikich lokatorów to na razie znalazłem tylko tyle ich śladów.
Ule zimują trzy. Pszczoły jeszcze nie robiły wiosennego oblotu, ale wstępnie podejrzewam, że jeden z nich nie przezimował, a dwa raczej tak. Okaże się, jak przyjdzie ocieplenie.
Tym razem mam zamiar zostać tu na stałe i zapomnieć o dwóch ubiegłych zimach, które spędziłem w Katowicach.

Aktualnie mam trochę roboty z wdrażaniem zgód marketingowych w kilku stronach, ponieważ darmowa wersja Piwik PRO przestaje być dostępna od ostatniego lutego. Na marginesie autoreklama: mam trochę doświadczeń z dobieraniem niskobudżetowych rozwiązań wdrażania consent mode 2.0. Poza tym robię dwie strony będące portfoliami, a przed wszystkim grzebię w serwerach. Aktualnie migruję swój serwer pocztowy z Tiktalika do Hetznera.
Jednak głównie szykuję się do przycinania drzew owocowych, a mam co przycinać. Bardzo dawno tego nie robiłem i niewiele pamiętam. Napiszę oczywiście jak mi poszło z sadem i kiedy obudzą się pszczoły. Przy okazji zapytam je jaka będzie pogoda wiosną i latem. 😀

Blog o elektronice, pszczołach, IT i całej reszcie